• Stwórz swój własny network
    Nasz network ma już 1903 twórców internetu
    Logowanie

    Error message here!

    Error message here!

    Resetuj hasło

    Stwórz swój własny network
    Nasz network ma już 1903 twórców internetu
    Rejestracja

    Podaj adres e-mail, aby zresetować hasło.

    Resetuj hasło

    Powrót

    Close
    views Wyświetlenia profilu 479

    TRENEREK



    Sprawa ostro mnie ostatnio wkurwiająca, czyli wałkowanie tematu siłowni. Niby już wiele o tym napisano, ale no jednak tak mnie męczy, że i ja coś dorzucę. Wszędzie schaby, dziki, koksy i inne zjeby, pozujący do tego na gladiatorów XXI wieku, o czym więcej niżej. Ja już mam tego serdecznie dosyć. Teoretycznie dobrze jak ludzie o siebie dbają, ale jednak nie zapominajmy, że jesteśmy Polakami. Sztuka wódczana jest u Nas bardzo głęboko zakorzeniona ;)


    Jeśli chcecie o siebie dbać, błagam Was, róbcie to z rozumem. Nie słuchajcie wszechwiedzących trenerków, bo tak ich będziemy nazywać.
    Kiedyś była moda na otwieranie salonów piękności, teraz jest moda biznesowa na bycie trenerem. O ile w tymże salonie nie oblali Cię jakimś kwasem, większej szkody nie robili, ewentualnie zdzierali kasę za maseczkę która nie działała, o tyle z trenerkami już tak nie jest.

    Idąc na siłownie, albo nie, idąc do fitness clubu bo tak się teraz to nazywa, natrafiamy na taką łajzę z jakimś papierem i nie mając o tym pojęcia zawierzamy mu nasze zdrowie. Wspomniany papier to też rzecz ciekawa. Najczęściej jest to certyfikat uczestnictwa. Rozumiecie? Certyfikat uczestnictwa, czyli kolo za samo to, że był na jakimś wykładzie, za który na pewno zapłacił, dostał ów papier. A teraz takich to jak grzybów po deszczu. Czyli nawet Wasz głupawy sąsiad mógłby tam iść, i też otrzymałby ów papier.

    Najbardziej lubię tych motywatorów, wstawiających filmiki, jak kiedyś koleś od „Jesteś zwycięzcą”.
    I nadają przez trzy minuty spoconemu Jarkowi, nieprzerwanym słowotokiem: „dasz radę, wszystko jest w Twojej głowie, jeszcze tylko dwie minuty, to jest Twoja chwila, walcz ze swoimi słabościami”. Jak lektor Ivona.


    Przychodzi do trenerka koleś z nadwagą ważący 300 kilo, więc trenerek proponuje mu crossfit. Teraz jest moda na crossfit, więc cokolwiek byśmy nie robili na siłowni to mówimy na to crossfit. Kolo z nadwagą, nie ruszający się od dwunastu lat, łapię piłkę lub sztangę i zaczyna robić po dwieście przysiadów, cztery razy w tygodniu. Kolana za długo mu nie wytrzymają.

    Moda na dbanie o siebie, jest na pewno zdrowsza, niż piwne wyzwanie. Apeluję jednak, żeby mieć swój rozum i nie wierzyć we wszystko, co powie Ci koleś, który właśnie w 2018 roku ma zajawkę na bycie trenerem. Bo w 2016 miał zajawkę na własną firmę spedycyjną, a w 2020 roku będzie miał zajawkę na bycie restauratorem. Firma spedycyjna padła, bo nie potrafił przeliczyć sił na zamiary i go to przerosło. O restauracji ma tyle pojęcia co każdy z Nas, czyli wydaje mu się, że potrafi gotować, to jazda otwiera knajpę. Ile Ci zdrowia przez ten czas zabawy w trenerka napsuje, może Ci już nikt tego nie zwrócić.


    Są w końcu i Oni, gladiatorzy XXI wieku. Prawdopodobnie w naszym kraju, na metr kwadratowy nigdy nie przypadało tak wielu bohaterów naraz. Męczenników w tak słusznej sprawie. Nie ma w tym ani grama przesady. Bo kto normalny wpierdala cztery torby ryżu albo kaszy jaglanej dziennie?Tylko bohater albo męczennik.
    Kocham ten widok, siedzi koleś po siłowni i wyciąga trzy pojemniki. Jeden z surówką, drugi z suchym ryżej i trzeci z mięsem. Fascynuje mnie to, jak najlepszy serial. Powoli blednie, robią mu się sińce pod oczami, zaraz będzie rzygał.


    Ludzie nakręcający fazę na internecie, że jeśli nie ćwiczysz to się nie liczysz. Piszący niestworzone historie, przypominające Pelego popierdalającego na bosaka, po ulicach Brazylii. Jak to musieli iść pieszo, do sąsiedniej wioski, bo tylko tam było dostępnych kilka gryfów i obciążenie. Ostatni grosz zainwestowany w karnet na siłownię, nawet na szejka białkowego po treningu nie starczało. Stawiających sobie za dewizę życiową hasło DIETA ALBO ŚMIERĆ.
    Przedstawiających siebie jako jakiś wzór życiowy, który trzeba naśladować.


    Sami posiadający zazwyczaj nienaturalne umięśnienie, bądź mocny retusz z fotoszopa.
    Tak to mowa o moich ulubionych dzikach/schabach/koksach. Pokoleniu ludzi, które szczyci się, że zjadło sernik bez cukru. Bez glutenu, bez laktozy, fruktozy, spermenu. To jest profanacja, tak jakby uprawiać seks, tyle że z dmuchaną lalką.
    Ziomek poruchałeś? Taaaa, ale się wybzykałem w ten weekend, kupiłem se przez neta rudą, blondynę i murzynkę.


    Każdy raczkujący gladiator, który dopiero zaczyna, swoją drogę po chwałę, uwagę skupia na colach dietetycznych. Nie jest jeszcze na tyle wytrzymały, żeby przytrzymać rygorystyczną dietę, ale zawsze dopilnuje godziny, w której można napić się coli zero. Nie zapomni także nigdy, o tzw. cheat dayu. Chuj, że nie przypilnował tygodniowego planu nawet w 60 procentach, ale za to coli i cheat dayu, dopilnuje na 100 procent.


    Generalnie nie zrozumcie mnie źle, ja jestem za wolnym rynkiem, fajnie, że pojawiła się w kraju jakaś nowa branża, zajawka, na której można zarobić. Pojawiły się siłownie, wiele sklepów z odżywkami, zawód trenerów, fizjoterapeutów itd. Ale jak patrzę na tych debili nakręcających (nie)zdrową fazę w sieci, to coś we mnie nie wytrzymuje.



    „zdjęcie: livestrong.com”