• Stwórz swój własny network
    Nasz network ma już 1923 twórców internetu
    Logowanie

    Error message here!

    Error message here!

    Resetuj hasło

    Stwórz swój własny network
    Nasz network ma już 1923 twórców internetu
    Rejestracja

    Podaj adres e-mail, aby zresetować hasło.

    Resetuj hasło

    Powrót

    Close


    views Wyświetlenia profilu 1389




    Tagi

  • lifestyle

  • views Wyświetlenia profilu 1390

    POCZĄTKI


    Ile razy w życiu zaczynałeś coś od zera, i po jakimś czasie to przerywałeś?
    Na jakim etapie byłbyś dzisiaj, nie przerywając zaczętej czynności, czymkolwiek była?
    Początki są najgorsze, zlatuje miesiąc, drugi, efektów nie widać. Zniechęcasz się w moment, ale tak to już jest, faza wstępna to taka mrówcza praca. Bardzo ciężka i mało dostrzegalna.
    Otwieranie nowego biznesu, poprawa sylwetki, nauka obcego języka...

    Jedne z nielicznych mądrych powiedzeń koksów/schabów/dzików, które szanuję to: „Jeśli masz chwilę zwątpienia, cofnij się w myślach do momentu, w którym to wszystko zaczynałeś”.
    Zrób rachunek sumienia, ile wysiłku w to włożyłeś, jaki jest progres od momentu startu i jakie są widoki na przyszłość. Bo może się okazać po rachunku sumienia, że do celu jest jeszcze bardzo daleko, ale wykonana praca też jest ogromna, większa niż Ci się wydawało.


    Osoby otyłe początki z siłownią mają zazwyczaj łatwe, przynajmniej pod względem zbijania wagi. Są tak zaniedbani, że kilogramy spadają z dnia na dzień. Wtedy po dobrej passie przychodzi okres, gdy waga nie drgnie w dół, i to jest zazwyczaj chwila kryzysu.


    Jak to przez trzy miesiące waga spadła 16 kilo, a teraz przez dwa tygodnie ani grama ?
    Zapominasz w jednej sekundzie, że ważyłeś 100 kilo, cel to była waga 85 kilo. Spełniłeś ją, nawet przekroczyłeś, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chcesz, żeby z przodu pojawiło się siedem.
    Jesteś tym niepowodzeniem tak zdruzgotany, że potrafisz olać całą sprawę. Nie spoglądasz już na wagę w domu, a tam powoli znowu dobijasz do dziewiątki z przodu, i cała praca zniweczona.


    Syzyfowe prace. Nieprzezwyciężenie kryzysu, zniechęcenie oraz brak szybko odniesionego sukcesu, to często powód końca dobrze zapowiadającej się kariery wielu utalentowanych ludzi.
    Ja do nauki angielskiego mogę wrócić w każdej chwili, choć z roku na rok jest coraz trudniej. Już nie przyswajam wiedzy tak szybko jak kiedyś, w latach szkoły. Nie jest to jednak jakaś moja życiowa tragedia czy porażka, nauczę się, tylko zamiast roku, zajmie mi to dwa.


    Jednak jeśli Ty masz talent i olejesz go w wieku 18 lat, wybierzesz balet, kolegów, wygodę, obudzisz się któregoś dnia i powiesz, dlaczego nie włożyłem w to więcej serca ? Ale wtedy może być już dla Ciebie za późno. Straconego czasu nie nadrobisz, olanych dni treningu, których twój największy konkurent nie pokpił, nie da się zaprogramować, niczym jakiejś gry komputerowej. Nikt Cię nie podłączy pod sprzęt i nie podniesie Twoich umiejętności. Więc zamiast za wiosło, jako zawodowy kajakarz, łapiesz za łopatę i kopiesz rowy. Zamiast za piłkę do koszykówki, lub siatkówki, bierzesz piłkę do metalu, i jedziesz z majstrem od fajrantu do fajrantu. Miała być Olimpiada, a jest zwykła, szara rzeczywistość i pogrzebane nadzieje.

    Ten tekst mógłby mieć kilka tytułów. „Zmarnowane nadzieje”, „Zniechęcenie”, „Syzyfowe Prace”. Jednak zdecydowałem się na „Początek”, żeby oddać cześć tej czynności. Początek jest najważniejszy, bez niego nie byłoby niczego. Wszystko co na tej ziemi się dokonało, musiało mieć swój początek. Nic nie zaczyna się od środka, lub od końca. Pielęgnowanie i nieprzerywanie każdego naszego życiowego początku, może zaprowadzić Nas na szczyty. Bez wyjątku pierwszy krok to dla nas chwila wstydliwa, niewygodna, krępująca, ale jeśli oswoimy się z tym uczuciem, możemy dokonać rzeczy wielkich.

    views Wyświetlenia profilu 1390

    TRENEREK



    Sprawa ostro mnie ostatnio wkurwiająca, czyli wałkowanie tematu siłowni. Niby już wiele o tym napisano, ale no jednak tak mnie męczy, że i ja coś dorzucę. Wszędzie schaby, dziki, koksy i inne zjeby, pozujący do tego na gladiatorów XXI wieku, o czym więcej niżej. Ja już mam tego serdecznie dosyć. Teoretycznie dobrze jak ludzie o siebie dbają, ale jednak nie zapominajmy, że jesteśmy Polakami. Sztuka wódczana jest u Nas bardzo głęboko zakorzeniona ;)


    Jeśli chcecie o siebie dbać, błagam Was, róbcie to z rozumem. Nie słuchajcie wszechwiedzących trenerków, bo tak ich będziemy nazywać.
    Kiedyś była moda na otwieranie salonów piękności, teraz jest moda biznesowa na bycie trenerem. O ile w tymże salonie nie oblali Cię jakimś kwasem, większej szkody nie robili, ewentualnie zdzierali kasę za maseczkę która nie działała, o tyle z trenerkami już tak nie jest.

    Idąc na siłownie, albo nie, idąc do fitness clubu bo tak się teraz to nazywa, natrafiamy na taką łajzę z jakimś papierem i nie mając o tym pojęcia zawierzamy mu nasze zdrowie. Wspomniany papier to też rzecz ciekawa. Najczęściej jest to certyfikat uczestnictwa. Rozumiecie? Certyfikat uczestnictwa, czyli kolo za samo to, że był na jakimś wykładzie, za który na pewno zapłacił, dostał ów papier. A teraz takich to jak grzybów po deszczu. Czyli nawet Wasz głupawy sąsiad mógłby tam iść, i też otrzymałby ów papier.

    Najbardziej lubię tych motywatorów, wstawiających filmiki, jak kiedyś koleś od „Jesteś zwycięzcą”.
    I nadają przez trzy minuty spoconemu Jarkowi, nieprzerwanym słowotokiem: „dasz radę, wszystko jest w Twojej głowie, jeszcze tylko dwie minuty, to jest Twoja chwila, walcz ze swoimi słabościami”. Jak lektor Ivona.


    Przychodzi do trenerka koleś z nadwagą ważący 300 kilo, więc trenerek proponuje mu crossfit. Teraz jest moda na crossfit, więc cokolwiek byśmy nie robili na siłowni to mówimy na to crossfit. Kolo z nadwagą, nie ruszający się od dwunastu lat, łapię piłkę lub sztangę i zaczyna robić po dwieście przysiadów, cztery razy w tygodniu. Kolana za długo mu nie wytrzymają.

    Moda na dbanie o siebie, jest na pewno zdrowsza, niż piwne wyzwanie. Apeluję jednak, żeby mieć swój rozum i nie wierzyć we wszystko, co powie Ci koleś, który właśnie w 2018 roku ma zajawkę na bycie trenerem. Bo w 2016 miał zajawkę na własną firmę spedycyjną, a w 2020 roku będzie miał zajawkę na bycie restauratorem. Firma spedycyjna padła, bo nie potrafił przeliczyć sił na zamiary i go to przerosło. O restauracji ma tyle pojęcia co każdy z Nas, czyli wydaje mu się, że potrafi gotować, to jazda otwiera knajpę. Ile Ci zdrowia przez ten czas zabawy w trenerka napsuje, może Ci już nikt tego nie zwrócić.


    Są w końcu i Oni, gladiatorzy XXI wieku. Prawdopodobnie w naszym kraju, na metr kwadratowy nigdy nie przypadało tak wielu bohaterów naraz. Męczenników w tak słusznej sprawie. Nie ma w tym ani grama przesady. Bo kto normalny wpierdala cztery torby ryżu albo kaszy jaglanej dziennie?Tylko bohater albo męczennik.
    Kocham ten widok, siedzi koleś po siłowni i wyciąga trzy pojemniki. Jeden z surówką, drugi z suchym ryżej i trzeci z mięsem. Fascynuje mnie to, jak najlepszy serial. Powoli blednie, robią mu się sińce pod oczami, zaraz będzie rzygał.


    Ludzie nakręcający fazę na internecie, że jeśli nie ćwiczysz to się nie liczysz. Piszący niestworzone historie, przypominające Pelego popierdalającego na bosaka, po ulicach Brazylii. Jak to musieli iść pieszo, do sąsiedniej wioski, bo tylko tam było dostępnych kilka gryfów i obciążenie. Ostatni grosz zainwestowany w karnet na siłownię, nawet na szejka białkowego po treningu nie starczało. Stawiających sobie za dewizę życiową hasło DIETA ALBO ŚMIERĆ.
    Przedstawiających siebie jako jakiś wzór życiowy, który trzeba naśladować.


    Sami posiadający zazwyczaj nienaturalne umięśnienie, bądź mocny retusz z fotoszopa.
    Tak to mowa o moich ulubionych dzikach/schabach/koksach. Pokoleniu ludzi, które szczyci się, że zjadło sernik bez cukru. Bez glutenu, bez laktozy, fruktozy, spermenu. To jest profanacja, tak jakby uprawiać seks, tyle że z dmuchaną lalką.
    Ziomek poruchałeś? Taaaa, ale się wybzykałem w ten weekend, kupiłem se przez neta rudą, blondynę i murzynkę.


    Każdy raczkujący gladiator, który dopiero zaczyna, swoją drogę po chwałę, uwagę skupia na colach dietetycznych. Nie jest jeszcze na tyle wytrzymały, żeby przytrzymać rygorystyczną dietę, ale zawsze dopilnuje godziny, w której można napić się coli zero. Nie zapomni także nigdy, o tzw. cheat dayu. Chuj, że nie przypilnował tygodniowego planu nawet w 60 procentach, ale za to coli i cheat dayu, dopilnuje na 100 procent.


    Generalnie nie zrozumcie mnie źle, ja jestem za wolnym rynkiem, fajnie, że pojawiła się w kraju jakaś nowa branża, zajawka, na której można zarobić. Pojawiły się siłownie, wiele sklepów z odżywkami, zawód trenerów, fizjoterapeutów itd. Ale jak patrzę na tych debili nakręcających (nie)zdrową fazę w sieci, to coś we mnie nie wytrzymuje.



    „zdjęcie: livestrong.com”

    views Wyświetlenia profilu 1390

    KTO BY SIĘ PRZEJMOWAŁ ŚWINIĄ??


    Miałem kiedyś styczność z branżą zabawkarską. Mniejsza o to, co to był za produkt, ale pewnego dnia w mediach, zaczęła się nagonka na zabawki podpisane „made in china”.

    Wielka akcja, w której pozbyto się 1,5 miliona produktów !! Wszędzie o tym trąbili.
    Długo nie potrzeba było czekać na setki telefonów, czy... i właśnie, te trzy kropki po czy są bardzo ważne. Wrzucałem taki tekst o ekspertach, że jesteśmy nimi w każdej dziedzinie.
    Tu było to samo, jednak wyrazy użyte jako te zakazane jak np. formamid, były za trudne do zapamiętania.

    Dzwonił taki wszystko wiedzący pierduś i mówi:

    -a czy te wasze zabawki posiadają to, no, no to, wie pan o co mi chodzi?
    -Nie, nie wiem proszę pana.
    -No to, too..., czy są zdrowe dla dziecka?
    -Tak, posiadają wszystkie niezbędne certyfikaty.
    -Aha, ale są z Chin?
    -Tak proszę Pana, my jesteśmy tylko importerem.
    -A jak z Chin to dziękuję.

    Delikwent, po medialnej nagonce na zabawki z Chin, słysząc skąd pochodzą od razu rezygnował.
    I co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze, że nagonka dotyczyła zabawek, a nie np. konewek.
    Bo powiedzieli zabawki, to nie kupujemy zabawek bo są z Chin, to rakotwórcze. Chuj, że 90 procent obecnego świata wyprodukowano w przysłowiowych Chinach. Tak się przyjęło mówić, choć pochodzą z Malezji, Tajwanu i innych zakątków świata. Nawet popularne „chińczyki” z sajgonkami to zazwyczaj bary wietnamskie, ale mniejsza.


    Ciekawe co koleś by powiedział, jakbym zapytał, a wie Pan, że te buty co Pan wczoraj kupił za 650zł i ten gryzaczek i śliniaczek Pana dziecka, też prawdopodobnie są z Chin? Bo oryginalne wyroby np. Disneya pochodzą z Francji, czy Niemiec?

    Jedną z większych wycofanych partii były misie pluszowe. A wiecie jak Oni je badają? Praktycznie żaden misiek wzięty do badań, nie ma szans ich przejść. Wbijają jakieś 15 centymetrowe szpikulce, sprawdzając, czy przebiją produkt. No nie misio go zje, przetrawi i odda w bezpiecznej postaci.
    Nikt nie zastanowi się nad tym, że może syn jakiegoś posła, wpadł na pomysł, żeby wprowadzić własne pluszaki na rynek.

    Jednym prostym zagraniem, jego tatuś pozbył się na jakiś czas 60 procent rynku, albo więcej.
    Ta sama sprawa z niszczeniem branży futerkowej. Jesteśmy jednym z liderów, ktoś chce to zniszczyć. Może lobbuje za tym osoba, która dostała sto milionów łapówki od obcego państwa, żeby się pozbyć konkurencji?

    Ale gawiedź krzyczy, dobrze !! Zniszczyć !! Biedne fretki. Nie ważne, że futra i tak będą dalej produkowane, tylko po zachodniej, wschodniej lub południowej granicy.
    Fretki muszą żyć, zwierząt się nie morduje, krzyczy Wiesław zajadając schabowego z pyszniutkiego wieprza. Ale kto by się tam przejmował jakąś świnią?




    „zdjęcie:DragonEvent.pl”

    views Wyświetlenia profilu 1390

    NIEWOLNICY


    Przedramię ludzkie, z którego wyrasta telefon. To nie fragment opisu obrzydliwego, słabego horroru na Tv4 o 24.00, to dzisiejsze realia.

    Niewolnicy smartfonów. Jak przykre stało się życie, widać po tym, gdy ktoś wyjedzie przykładowo do Tajlandii. Zdjęć i relacji nie ma końca. Na własne oczy taki człowiek nie zobaczył nic, skoro każdą atrakcję sfilmował przez „szkiełko”. Może to znaczy, że ludzie są po prostu życzliwi? Chcieli Nas kurwa zabrać ze sobą, żebyśmy też to przeżyli. Ta ekscytacja, gdy widzisz coś niesamowitego, piękny wodospad, pierwszego słonia i jedyne o czym myślisz, to wyjąć komórkę i szybko to wrzucić do neta.


    Wszędobylskie śledzenie każdego naszego kroku. Każde urządzenie, któremu zezwoliliśmy na uaktywnienie naszej lokalizacji.

    Kiedyś widziałem na internecie fajną prowokację. Koleś siadał w kawiarni, po Jej nazwie i lokalizacji wyszukiwał osoby, które razem z nim, też znajdowały się w tym miejscu. Po szybkim wybadaniu konta na fejsie ofiary, przystępował do ataku. Podchodził i zagadywał,
    cześć jesteś Sara?
    Tak, znamy się?
    No tak, byłaś wczoraj o 20.00 w wesołym miasteczku.
    Skąd wiesz?
    Znamy się, masz psa Pikusia, i żabę Jadzię. Chodziłaś do szkoły tu i tu, ćwiczysz taniec i siatkówkę.

    Zdziwienie owej dziewczyny, było niesamowite. To często było przerażenie. Wszystko to oczywiście informacje, znalezione w 30 sekund na fejsbuku.


    Pamiętam imprezy, gdy odpierdalało się dzikie numery, ale robiło się to z czystą swobodą. Dzisiejsze czasy zmieniły mnie na tyle, że muszę mniej pić na domówce, aby się kontrolować. Wycelowane zewsząd niczym karabiny snajperskie czujne oczy smartfonów, śledzą każdy mój ruch.


    Pierwsze razy, gdy czynności te stały się modne były straszne. Telefony od znajomych z hasłem, ale się najebałeś... Myślę sobie co?? niemożliwe. Wszyscy którzy się ze mną upodlili muszą jeszcze spać, jest za wczesna godzina na takie informacje, przekazywane pocztą pantoflową. Pada pytanie- a ty skąd wiesz? Ze snapka. To było straszne. Michał lat 22, teraz musi się pilnować i pić mniej, bo może zostać nagrany.


    To w ogóle zaczyna się robić kwestią dobrego wychowania. Jak nie wytykaj palcami. Dzisiaj rodzice powinni dawać wskazówki „Nie nagrywaj na imprezie znajomych, nie celuj do nich z ajfona, to nie kulturalne”.


    Nagrywanie znajomych podczas twoich urodzin, gdy śpiewają Ci sto lat. Bardzo niekomfortowa sytuacja. Nikt nie lubi tej peszącej sytuacji, kiedy znajomi śpiewają Ci sto lat, a z wycelowanym w siebie ajfonem to już w ogóle skandal.

    Odmul się, odłóż ten telefon, tego laptopa, spójrz jaka piękna pogoda.
    Stój, gdzie ta ręka ? Co ? Już Cię korci, żeby wrzucić zachód słońca? O czym Ci mówiłem przed chwilą, taką masz krótką pamięć? Na pozór człowiek wolny, teoretycznie mogący robić co mu się żywnie podoba. W praktyce, niewolnik zagranicznych koncernów elektronicznych oraz mediów społecznościowych. Policz ile razy dziennie odświeżasz głowną stronę fejsbuka i zdaj sobie sprawę jak bardzo jesteś zniewolony. 





    „zdjęcie: elnacional.cat”

    views Wyświetlenia profilu 1390


    CZY COFAMY SIĘ W ROZWOJU??



    Kiedyś wujas mojego kolegi, który jest weterynarzem powiedział coś ciekawego.
    Mianowicie rzekł, że za 20 lat Nas nie będzie.

    I to jest zajebista rozkmina do opisania.
    Zobaczcie jak to jest, jeszcze chwila i nikt już nie będzie sam gotował, tylko będzie zamawiał Fit Catering.
    Powoli nikt nie potrafi szyć, nie potrafi sam zdobyć - zdobyć, nie kupić, pożywienia, nie potrafi posługiwać się nożem itp.

    Niedługo przestaniemy potrafić chodzić - dzieciaki w piłkę na boiskach nie grają ( pełno jest tekstów o sentymencie lat dziecięcych, więc już nie będę się o tym rozpisywał, ale fakt jest taki, że teraz jest dramat), do kolegów nie chodzą, tylko są wożone.

    Za chwilę przestaną czytać i pisać, bo książek nikt już prawie nie czyta, a pisanie zaniknie, bo będzie można klasówkę zdać na tablecie głosowo. Jesteśmy coraz bardziej zaawansowani technicznie i coraz bardziej stajemy się zdebilałymi kretynami.

    To wszystko pokazuje, że najazd kolorowych na Nas jest nieunikniony.
    Bo gdy chujnia europejska wydaje kolejną kolorową dyrektywę dla ciot, 7 letnie dziecko w Syrii uczy się, jak przeładować kałacha i z niego strzelić, oraz jak rzucić celnie granatem.

    Oczywiście nie mówię żeby u Nas uczono dzieciaków takich rzeczy, ale już młodych mężczyzn w wieku lat 16, czemu nie?
    Jeden z nielicznych plusów, za które szanuję kraje arabskie. Jest tam bardzo radykalnie, ale panuje porządek. Oczywiście nie pochwalam bicia kobiet i zarzynania ludzi, ale u nas robi się aż nazbyt luźno.


    Każdy walczy o swoje debilne prawa i tolerancję. Nie wolno używać przemocy wobec dzieci. Dziecko musi czuć strach do swoich opiekunów, bo inaczej się go nie wychowa. Musi być otoczone miłością, ale dyscyplina to podstawa. Mnie tam lali, ino patrzyli czy równo puchnie i jakoś na ludzi wyszedłem. Stanów lękowych nie posiadam, na komisji wojskowej podbili jako zdolny do służby.


    Teraz jest czas diet, ćwiczeń na siłowni. Często ludzie nie widzą efektu, denerwują się. Kilkadziesiąt lat temu, nawet nie kilkaset, trzeba było wziąć wiadro, iść do hydrantu i przenieść je wypełnione do domu. Pomijam, jak trzeba było iść nad rzekę. Idąc z obciążeniem ćwiczyłeś nogi, ręce, barki. Teraz masz żabkę za rogiem, za złotówkę, kupisz butelkę wody do wypicia. Masz bieżącą wodę pod prysznicem, kanalizację. Trzeba było narąbać drewna, albo poprzerzucać węgiel, żeby ogrzać chałupę. Dzisiaj w blokach mamy ciepło z sieci.

    Dlatego nie masz efektu. Bo każdą czynność, zamieniono na wygodę. Dawniej trening trwał, dopóki nie położyłeś się spać, bo cały twój dzień, był jednym wielkim planem treningowym. Dziś przesiedzisz dziewięć godzin w biurze, gdzie w międzyczasie przekąsisz pączki, tortille z baru za rogiem, wypijesz trzy kawy, wypalisz sześć papierosów. Idziesz na siłownię, pomachasz przez półtorej godziny ciężarem, pokręcisz cardio na rowerze i jesteś zdziwiony, że coś ta forma nie idzie do przodu.

    Dwadzieścia lat temu mój ojciec nie trzymał diety, palił sześć kartonów fajek dziennie, wypijał siedemnaście kaw, jadł kanapki, plus czasem wrzucił jakiś obiad. Handlował na rynkach, a po powrocie z pracy, kiedy już miał upragniony wolny czas, kładł gładzie i wykańczał dom, który stawiał. Fakt rzeźby nie ma, jest po prostu gruby, ale ma tak wyrobioną siłę, że jak by Cie pierdolnął z liścia, nie z pięści, tylko z otwartej w tamburyn, to byś przez tydzień bez muzyki tańczył. Nigdy nie brał sterydów, ni kreatyny. Nie wiem czy w ogóle, był kiedyś na siłowni.

    Ja oczywiście, nie przedstawiam tego w ten sposób, że mnie to nie dotyczy. Siedząca praca, wszędzie autem, sam mam chorobę XXI wieku, czyli pokrzywiony kręgosłup. Jednak nikt nie jest w stanie podważyć moich argumentów, co do cofania się w rozwoju naszej populacji.


    „zdjęcie: radioeco.it”

    views Wyświetlenia profilu 1390

    KIEDYŚ BYŁO LEPIEJ

    Kiedyś to było lepiej, teraz to takie modne stwierdzenie. Zarzucamy obecnie młodym ludziom (Jakbym sam był stary), że smartfony, że komputery, zero ruchu itd.
    Ok, to wszystko racja, ale nie możemy podchodzić do tego tematu, że to wina młodzieży urodzonej dajmy na to po 1998 roku. Czemu kiedyś graliśmy w piłkę i biegaliśmy po lasach? Bo kurwa nie było smartfonów, komputery ledwo się pojawiały, ale nie było internetu.

    Krążył po sieci taki modny filmik łysego gościa, który nawijał o ludziach starej i nowej daty. Ja, zresztą tak jak On, jesteśmy na przełomie. Są ludzie starej daty czyli nasi rodzice, są ludzie nowej daty i my, czyli Ci na przełomie. Dzieciństwo mieliśmy ze starej daty, teraz żyjemy już jako ludzie nowej, o czym mogą świadczyć chociażby jego tatuaże, 15-20 lat temu mało kto je miał, to właśnie znak nowych czasów.


    Pamiętam jak do mojego domu zawitał internet, siedziałem i świdrowałem wzrokiem Google, czekając nie wiadomo na co, na grom z jasnego nieba, jakby coś magicznego miało się wydarzyć. Oczywiście żaden królik nie wyskoczył z monitora, nasza klasa raczkowała wtedy dopiero.
    Ile razy olałem kolegów dla Fify 98 ? Nie zliczę.


    Każde pokolenie ma ten sam problem. Mianowicie narzeka na przemijający czas i na to co nadchodzi. Pradziadek gadał na naszego dziadka, dziadek na naszego ojca, Ojciec gada na Nas, a My na młodszych kolegów. Może to jest pewnego rodzaju wskazówka, że postęp cywilizacyjny nie jest czymś dobrym. Dobro daje tylko z pozoru, ale każdy z Nas z boku widzi, że rozleniwia ludzi, że miesza im w głowach. Są to jednak skomplikowane sprawy, trochę wchodzi w grę hipokryzja, bo dajmy najprostszy przykład wody. Woda do kąpania, dziadek musiał chodzić po nią za góry za lasy, nad rzekę, nawet sracza nie miał, tylko wychodek. Ociec już miał trochę bliżej, bo brał wiadro, szedł dwie uliczki dalej pod hydrant, sracz miał w środku, ale kąpał się w misce.


    A my to już Ameryka, woda na chacie, sracz na chacie, prysznice, wanny. Instagramowe modelki to już mają w ogóle lepiej, bo z kranu leci Dżony Wolkier, wprost do wypasionego jacuzzi. Nie no żartuję, ale tak to już jest. My w porównaniu do dziadka mamy o wiele łatwiej, więc według niego jesteśmy leniwi, ale czy to oznacza, że żeby go zadowolić mam porzucić kanalizację i zapierdalać z wiaderkiem nad rzekę ?

    Podsumowując, nie byliśmy pochłonięci grami wideo, bo ich po prostu nie było, z czystej nudy musieliśmy zająć się czymś innym, a że to było bardziej pożyteczne i rozwijające, to już jest inna sprawa.



    „zdjęcie: Wikipedia.pl”

    views Wyświetlenia profilu 1390

    PRESJA

    Dzisiaj tytuł z jednego kawałka hip hopowca, do którego podejście mam totalnie ambiwalentne. Kocham Go za starą twórczość, a za nową nienawidzę, nie raz o tym pisałem, tym kimś jest Kękę. Dzisiaj jednak nie o rapie, a o sporcie. Mianowicie jakiś czas temu, miejsce miało studio Naszych wielkich ekspertów od piłki nożnej, w publicznej TV. Studio odbywało się na cześć naszej drużyny ze stolicy, wtedy chyba jeszcze dzielnie walczącej, nie no żartuję, kompromitującej się w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

    Prawie z rozpędu napisałem, że kompromitacja miała miejsce w Lidze Mistrzów, ale to było by w chuj duże przejęzyczenie. W ogóle to jest śmiech, że grają im na tych pastwiskach, jeszcze w przedsionku do bram raju, jakieś hymny. To ma być hymn Ligi Mistrzów, tylko dla wybranych uczestników, a nie dla kogoś, kto się tam nawet nie dostanie. Chyba napiszę jakąś petycję do Łysego od kulek z Uefy.


    Siedzą te eksperty w studio i Pan Jakub Wawrzyniak, gość który gdzieś tam pograł , nawet w kadrze, bierze pod parasol ochronny swoich kolegów po fachu. Mówi, że on grał w kilku klubach, w tym w Legii, i zna różnicę. On ją rozumie, i wie, jaka presja ciąży na graczach, którzy zakładają trykot z Czarną Elką w kółeczku. Tak samo jest, kiedy grasz w innej drużynie, przeciwko nim, wtedy masz podwójną motywację, bo to Legia, i warszawianom gra się przez to ciężej. Trudno im zdobyć punkty, no a ja kurwa myślałem, że Piast Gliwice, Zagłębię Lubin, i cała reszta zgrai położy się przed nimi i rozda punkty.


    Końcowa tabela, Legia po 34 kolejkach 34 zwycięstwa, w tym 31 przez walkower, zero remisów, tak samo porażek. On to oczywiście mówił wszystko przed meczem, żeby już rozłożyć wspomniany parasol ochronny na legionistów, jebany dobrze wiedział, że dostaną wpierdol.
    O co mi w ogóle chodzi w tym tekście ? Że to jest pierdolona, polska mentalność, która nigdy, przenigdy nie pozwoli Nam na rywalizację z najlepszymi. Dlaczego kiedyś polskie drużyny grały lepiej w pucharach ? Bo to nie byli chłopcy, tylko mężczyźni, często chłopi, mówiąc kolokwialnie oderwani od pługa, którzy chcieli zagryźć, zajebać, za swój klub, za swoje barwy, za swój kraj, przeciwko Angolom, Francuzom, Niemcom. Posiadali to, co teraz Nasi biegacze, skoczkowie, rzucający młotem, kolarze, zacięcie za własny naród, Oni potrafią zrozumieć brzemię słów, reprezentant kraju. Dzisiaj piłkarze chcą przetrwać, a w piętnastej minucie, kiedy otrząsną się z szoku, wyduszą łamanym angielskim, czy ktoś kogo sobie upatrzyli, wymieni się z nimi koszulką. Dzisiaj w piłkę się nie gra (oczywiście cały czas mówię o piłce polskiej), przechodzi się obok meczów, żeby zleciało, jebnąć tylko wywiad, pośmieszkować pod prysznicem i hyc do autokaru. A każdego pierwszego sprawdzić, czy pieniążki doszły na konto.


    Pierdolenie takiego Wawrzyniaka, prowadzi do tragedii. Ludzie, jesteście małymi chłopcami, macie marzenia, chcecie zdobyć futbolowe szczyty. Macie ambicje zagrać w Realu, Bayernie, Chelsea, jak się nie uda, upadek ze szczytu nie będzie aż tak bolesny, może Benfica, może West Ham, Bayer Leverkusen ? I Wy z takimi aspiracjami, mówicie, że w Legii jest presja ??!! To się kurwa nie mieści w głowie. Jak wygląda sprawa przegranego meczu Realu Madryt ? Real dostaje u siebie, co się rzadko zdarza 2-0 w pizdę, w 70 minucie meczu. Z 80 tysięcy ludzi, 65 już nie ma, zostali tylko turyści spoza Hiszpanii. Kiedy byłem mały, śmiałem się z takiego zachowania, że z drużyną jest się do końca, że to pikniki, a My fanatycy. Nie, to są ludzie, którzy kupili bilet/karnet, z jednego pierdolonego powodu.


    Oni mają obejrzeć zwycięstwo, tam nie ma pierdolenia, brawo za walkę, zostawiliście serce. Do kina idziesz na dobry film, jeśli taki nie jest, wychodzisz przed końcem, tak samo jak na Bernabeu. Jestem fanatykiem dobrego futbolu i Królewskich, a Wy przegrywacie ? No to do zobaczenia na następnym meczu, oczekuję poprawy. Do tego to nie ma być jakieś tam zwycięstwo, to jest Real, ma być efektownie, z fajerwerkami. Tam w „Marce” napiszą, zjebaliście, pogrzebaliście szansę, daliście dupy. Modrić, Ramos, czy ktokolwiek, po porażce stanie ze łzami w oczach przed kamerą, przeprosi, przyzna się do błędu, i zapewni, że następnym razem będzie lepiej. U nas, może zjadą piłkarzyny w necie i w gazetach. Kibice powiedzą dzięki za walkę, piłkarze, że zostawili serce, ale się nie udało (jak zwykle), trener, że była jelitówka, a eksperci, że była presja. Teraz Lewandowski wie, ile zawdzięcza Bogu, że nie przyjęli go do Legii. Gdyby tam trafił, sami wiecie, presja. A tak to w Leszku, na spokojnie, cyk, pyk, brameczka i transfer do Borussi.


    Nie śmiejcie się z Legii kibice innych drużyn, bo to jest Wasz obecny mistrz. Skoro On dostaje baty od Dudelange, czy chuj wie jak to się pisze, to odpowiedzcie sobie na pytanie, w którym miejscu jest Wasz zespół, którego Legia zbiła i zostawiła daleko za plecami.


    Teraz trzeba postawić pytanie, o którym już pisałem, co dalej ? Jak to naprawić, co z tym fantem zrobić, żeby w końcu było lepiej ? Ja wiem, mniej układzików, więcej profesjonalizmu, i nacisku na klubowe akademie. Nigdy nie będzie lepiej, jeśli sami nie wyhodujemy tych grajków, w tak ogromnym kraju, tylko cały czas przepłacać będziemy za szrot zza granicy. Do tego zmiana mentalności, musimy ponownie jako naród, wrócić na ścieżkę zwycięstwa, a nie lizodupstwa, migania się od odpowiedzialności, i wiecznego wsadzania trupa do szafy. To jest dobre na chwilę, ale ta szafa robi się już za mała na tych trupów, i zaczyna porządnie śmierdzieć. Czas oczyścić szafę i wziąć się do roboty.



    „zdjęcie: warszawa.wyborcza.pl”

    views Wyświetlenia profilu 1390

    MASTER CZIF


    Ostatnio oglądałem pewien program w telewizji, gdzie gotują małe dzieci. Zastanawiałem się, jak to wygląda w rzeczywistości. Analizuję czy te dzieci naprawdę tak świetnie gotują, ale nawet jeśli tak, skąd biorą i zapamiętują tak dużą ilość przepisów?

    Taki znany, mały francuzik mówi: to teraz zrobimy pierdy w occie, w sosie beszamelowym, z kruszoną skorupą smoka. Jeb, bum, te wszystkie dzieciaki biorą się do pracy, każde wie co ma robić.
    To jest niesamowite lub totalnie naciągane, chciałbym poznać szczegóły tego programu zza kulis.
    Sam świat dzieci też jest niesamowity. Niektóre są wstydliwe, inne nie mają żadnych zahamowań.

    Te hektolitry przelanych łez po niepowodzeniu. Niekiedy płaczą z rozżalenia, bo odpadły z programu, inne są mamejami płaczącymi z byle powodu, przy każdym bardziej nerwowym momencie.
    Oglądając te programy, zawsze zastanawiam się, czy niosą one więcej złego, czy dobrego?
    Czasami mam wrażenie, że psują te dzieciaki, jednak każda porażka jest nawozem sukcesu.

    Zderzenie z rzeczywistością, wyłonienie się z domowych pieleszy, spod skrzydeł rodziców, którzy często wychowują dzieci pod grubym pancerzem ochronnym i jakąś aurą wyjątkowości. Denerwuje mnie, jak rodzic daje za każdym razem wygrywać własnemu dziecku, przy okazji wszelakich zabaw. Zepsuty owoc idzie do przedszkola, i nie wie jak sobie poradzić. Ale jak to są inne dzieci, lepsze ode mnie i to nie ja za każdym razem wygrywam? A no tak to, nawet nie wiesz jak starzy Cię skrzywdzili, nie nauczając rywalizacji i nauki wypływającej z porażki.

    Szastanie pieniędzmi na lewo i prawo, na rzecz banana też niczym dobrym nie jest. Zabija brak poczucia, że coś może pójść w życiu nie tak. Nie wywołuje pozytywnego strachu i zaradności. Przecież jak coś pójdzie źle, to tata da pieniążka. Gorzej jak tacie padnie firma.


    Szanuję świat maluchów, ale tych w wieku przedszkolnym, za jeszcze jedną rzecz. One nie znają markowych ciuchów, nie rozumieją wartości pieniądza. Dopiero idąc do pierwszej szkoły, zaczynają się tam psuć. Dlatego fajnym rozwiązaniem jest jednakowy ubiór, jak np. w szkołach w Irlandii. Dziewczyny w spódnicach, chłopaki spodnie, jakaś biała koszula, krawacik. U nas też kiedyś był wałkowany podobny pomysł, oczywiście jak to w Polsce, załatwiony koncertowo. Miał skończyć z wywyższaniem się bogatszych uczniów poprzez ubiór. Więc wprowadzono mundurki, u mnie były to kurteczki dżinsowe.

    Oprócz producenta, który puszczał to na kilka szkół i zarobił, nikt na tym nie skorzystał. Bogatsi zakładali oryginalne buty, markowe dżinsy i koszulki, na to rozpiętą kurteczkę.
    Biedniejszy w dziurawych butach, w za dużych spodniach po starszym bracie i oczywiście w kurteczce. Za dużo się jego komfort psychiczny nie poprawił.


    Męska część czytelników, która grała w piłkę, zna też temat faworyzowania synka kierownika, trenera, sponsora, tu kłania się głupota dorosłych. Ojciec chcący wepchnąć do składu swojego synalka i w tle stojący zazwyczaj trener bez jaj, który to robi.
    Pedagogiczne podejście, które nie raz wyzwalało wewnątrz drużyny złe emocje.

    Dzieci, owoc miłości dwojga dorosłych (zazwyczaj) ludzi. Chcemy dla nich jak najlepiej, chuchamy, dmuchamy, rozkładamy nad nimi parasol ochronny. Nie puścimy Karolka na dwór, bo nie daj Bóg zedrze kolanko. Sprawdzimy czy zabawki spełniają dyrektywy unijne, bo wysypka, bo rakotwórcze. Jak to w życiu bywa, z tym parasolem trzeba jednak obchodzić się mądrze i z umiarem. Bo co za dużo to nie zdrowo i sami możemy swojemu szkrabowi zrobić krzywdę, przez nadmierne rozczulanie.




    „zdjęcie: teleshow.wp.pl”

    views Wyświetlenia profilu 1390

    IDEALNY ŚWIAT

    Idealny świat instagramowo-fejsbukowy. Jak ludzie nisko oceniają samych siebie, wpędzając w kompleksy, i jak bardzo łakną życia innych ludzi ? Kiedy natrafiam na zdjęcia jakichś znanych instagramowych par, przerażają mnie i zadziwiają jednocześnie komentarze pospolitych ludzi. „Idealna para” , „ Jak Wy się kochacie” , „Najlepsza para” , można tak wymieniać bez końca.

    Jak w łatwy sposób ludzie dają się oszukać? Nie znając kompletnie swoich bohaterów, wypisują takie bzdury. Ludzie nie pojmują, że prowadzenie takiego konta na instagramie, to już jest czysty biznes, to jest praca tych ludzi, na której zarabiają nie małe pieniądze. Nie ważne, że koleś może leje po mordzie swoją narzeczoną, albo rozstali się pół roku temu, oni i tak dodadzą post jak wielka łączy ich miłość. To ich sposób na życie i nierzadko bardzo duże pieniądze, więc wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby kiedyś wybuchł taki skandal, że ktoś wrzucał urocze zdjęcia, a od kilku miesięcy nie był w związku. Followersi zostawią serduszko i dadzą lajka, karuzela wiecznie w ruchu. Po czym wydaliby oświadczenie, że tak czasem w życiu bywa, że musieliśmy te problemy rozwiązać sami między sobą, że miłości już nie ma, ale dalej jest krystaliczna przyjaźń. Już widzę tych głupków którzy zostali oszukani, ale piszą: „Kocham Was, jesteście najlepsi, może już nie jesteście ze sobą, ale bije od Was super energia i moc przyjaźni. Pozdrawiam”


    Jak bardzo w dzisiejszych czasach wykreowała się potrzeba zaglądania w cudze życie? Kompletnie tego nie pojmuje. Identyfikowanie i utożsamianie z osobami, których nie widzieliśmy nawet na oczy, tylko w sieci, na youtubie. Ocenianie raperów, mówienie on jest twardy, ale ma charakter. To, że ktoś nagrał twardy i charakterny numer, nie znaczy, że taki jest. Osobiście, często mam odwrotne wrażenie, że koleś jest nieszczery w tym o czym rapuje. Każdy jeśli ma trochę talentu może nawijać, że siedział w więzieniu w Hiszpanii za przerzut paru kilo, a od Serbów kupował broń, tylko co z tego, skoro on to wszystko zmyślił ? Ale ludzie i tak będą pisać, że o ja pierdole ten to jest kozak.


    Nagonka świata internetowego na bycie modnym, a w szczególności na bycie fit, doprowadzi w końcu do jakiejś tragedii. Ludzie ślepo wierzą w to co przeczytają w internecie. Jeśli ucierpi osoba dorosła, pal licho, selekcja naturalna. Gorzej jednak, że w dzisiejszej erze smartfonów, dostęp do tego mają także dzieci.


    One nie rozumieją tego, że koleś mówiący do nich z ekranu, wyglądający jak ludzik z reklam opon Miszelena, jest po siedmiu cyklach sterydowych.
    Mniejsza z tym jak ten koleś nie nakłania do brania sterydów, tylko daje względnie mądre rady. Ale no właśnie, jak odróżnić prawdziwego znawcę od przebierańca ?
    Wiele osób potrzebuje takiej porady z zewnątrz, często łykając wszystko co wypuści na światło dzienne internet. Bo skoro koleś mówił na szklanym ekranie, i jest podpisane trener personalny, to na pewno mówi prawdę, inaczej być nie może.


    Ale niestety, internet przyjmie wszystko i wszystkich w swoje ramiona.
    Później dziecko zje surowy, nieugotowany ryż, posypany białkiem w proszku, bo ktoś napiszę, że lepiej się przyswaja, mięśnie szybciej to wchłaniają. Ilu takich co uwierzy?
    Po części trochę wiem na czym polega ten fenomen. Na pokazywaniu dzień w dzień, 24/7, swojego życia, które jest idealne. Odbiorcy w głowie się nie mieści, że jego życie ma tyle wad i problemów, a ktoś może bytować tak beztrosko. To jest zwykłe wykorzystanie i omamienie swoich fanów. Wykorzystanie ich marnego, szarego dnia codziennego, żeby na nich zarobić. Już widzę te sytuację, jak ktoś chce dodać jakieś fikuśne, radosne zdjęcie, np. jak stoi na głowie, a partnerka podskakuje. Ta poza nie chce im wyjść, i zaczynają na siebie warczeć, Ty kretynko to nie tak, zrób to inaczej. Zamknij mordę kretynie, i przestań się wymądrzać. I tak wiadomo, że efekt końcowy, po trzystu próbach, będzie idealny. Uśmiechnięci, On na głowie, Ona w podskoku, tacy tam szaleni wariaci, pozytywnie zakręceni.


    Ludzie często pukają się w czoło i mówią, kto wierzy, że te programy typu „Dlaczego Ty?” „Brudne Sprawy”, „Detektyw Petkov”, są zrealizowane na poważnie ? Przecież to każdy głupi wie, że to jest ściema. No właśnie i to jest tak, że to co leci w TV to jest ściema dla ludzi starszych, tak po pięćdziesiątce. Za to, to co jest na monitorze tabletów, laptopów, monitorów, puszczane w internecie, to jest taka sama ściema (oczywiście nie w 100%), tylko dla ludzi młodszych.


    „zdjęcie: hypehour.com”

    views Wyświetlenia profilu 1390

    PHHF


    Życie bywa nieprzewidywalne, kiedy pisałem tekst o śmierci polskiego hip-hopu, nie wiedziałem, że tak szybko zobaczę to na własne oczy. Życie powiedziało do mnie: „Masz takie przemyślenia Frustracie na temat rapu w Polsce ? To ja wyciągnę do Ciebie pomocną dłoń, i pokaże Cię tą śmierć z bliska.” Tak też się stało, napompowany emocjami sprzed tygodnia, czyli po Audioriver, ktoś ze znajomych rzucił pomysł, lecimy w to samo miejsce, tym razem na Polish Hip Hop Festival. Myślę sobie, no jasne, ta magiczna rzeka, ta magiczna górka w Płocku, muszą każdą chwilę zamienić w cudowne przeżycie, i tak nic nie mam pożytecznego do roboty, JEDZIEMY!


    Niestety, stwierdziliśmy zgodnie, że nawet jebana górka płacze nad stanem rapu i jego słuchaczy, bo na Audioriver była trawka, na której można było odsapnąć po szalonych koncertach, a teraz była sucha ziemia. Oczywiście to śmiech przez łzy, bo zapewne po pierwszym festiwalu była tak wydeptana, że przy obecnej pięknej pogodzie, nie zdążyła do siebie dojść, ale znaki trzeba odczytywać. Cieszę się jednak, że wyrzuciłem to sto trzydzieści złotych na ten bilet w błoto, bo miałem na gorąco, na szybko fajne porównanie, a wiadomo, że z każdej porażki można wyciągnąć jakieś wnioski. Na jednym jak i drugim festiwalu, byli ludzie tak w 85-90 procentach skupieni i świadomi gatunku muzycznego, na który przybyli w to konkretne miejsce. Pozostałe 10-15 procent, to ludzie z przypadku, zwykli „turyści”.


    Tak więc na pierwszym festiwalu średnia wieku wynosiła trzydzieści lat, i panowała super przyjazna atmosfera, a na drugim no właśnie. Nie będę tutaj opowiadał jakichś ściem rodem z Gazety Wybiórczej, że łysi, że agresywni, że strzykawki na ulicach, bo nie było czuć jakiejś agresji, czy złego nastawienia. Przeraziła mnie jednak sama średnia wieku, która wynosiła około dwudziestu lat, no typowe Sebixy, z saszetami i czapkami z daszkiem, tak niestety teraz w większości prezentuje się odbiorca tej muzyki. Nie spodziewałem się, że to poszło aż tak daleko, na aż tak dużą skalę, wiedziałem, że bez Sebastianów to się nie odbędzie, ale jednak łudziłem się, że tych starszych słuchaczy, z troszkę wcześniejszej epoki będzie więcej, nie wiem co było tego przyczyną.


    Ludzie nie potrafiący pod sceną wykonać prostej komendy rapera, nie potrafiący po nim poprawnie odkrzyknąć tekstu, który On narzucał, żeby rozbujać publiczność. Nawet jak mieli zrobić „pierdolony hałas”, to tak jakoś jakby im jajca powiązali. Było to na pewno o wiele słabsze, niż okrzyk sprzed tygodnia „Audioriver, Can you hear me??” Gdzie jak ludzie ryknęli, to ich w Gostyninie było słychać.
    Jednak dlaczego mam wymagać lepszego sortu słuchaczy, skoro sami wydający robią z tej dziedziny muzyki straszną popelinę? Jedna z większych imprez hip-hopowych w kraju, a tam coś takiego jak deki i skrecze niezauważalne, niewykrywalne, to jest nie do pomyślenia. Skrecze to jest esencja tej gry, tylko teraz w Polsce już nikt ich nie używa na kawałkach.


    Gołym okiem widać, że większość przygotowuje się pod radio Eska, jęczy coś na tych kawałkach i ma jakieś dźwięczne melodyjki, a nie raperskie bity. Raper, który kiedyś był wizytówką betonowej dżungli, dzisiaj sapie na majku, jakby mu ktoś coś do dziury wsadzał. Wszystko po najmniejszej linii oporu, komputerki, autotune, szybki numer na nowoczesnym podkładzie, godzinka i do domu.
    Kękę, człowiek który zawiódł mnie po całości, ktoś, kto jako jeden z nielicznych ciągnął ten syf za uszy do góry. Kto dawał przykład młodym, kto miał tak luźną, naturalną jazdę, że aż miałem ciarki, a chuj mi się do dupy chował. Radomski styl dziwko, to co odstawił w Płocku, to słów mi zabrakło. Ja już pisałem, każdy się zmienia, ja też kiedyś byłem łysy, teraz używam gumy do włosów, ale to w co ubrał się ten jegomość, to była przeginka. Kolo zapuścił te włosy, nosi jakieś damskie przepaski, a na scenie paradował w jakichś kurwa białych rurkach, koniec świata.


    Na plus występ Palucha, który chyba zjednoczył najwięcej ludzi pod sceną i dał niezły popis, a także Kali. Ja jestem człowiekiem, który stara się być otwartym na wszelakie sugestie, nie chcę być zakutym łbem. I tak jak z twórczością Kaliego mi nie po drodze, tak koncert dał konkretny. Samo to, jak odważnie wjechał ze swoimi kawałkami na oldschoolowych, amerykańskich bitach, zasługuje na szacunek. Po Paluchu zawinąłem na kwaterę, wiem, że ominąłem jeszcze OSTRa, ale On zamykał całe granie, nie dotrzymałbym do niego. W sobotę już nie pojechałem, zrobiłem sobie ze znajomymi prywatny Hip Hop Festival, i razem ze skrzynką wódki bawiliśmy się do późnych godzin nocnych. Także jeśli mam to podsumować, w 2018 roku na Polish Hip Hop Festival, sobota zdecydowanie lepsza od piątku :)