• Stwórz swój własny network
    Nasz network ma już 1907 twórców internetu
    Logowanie

    Error message here!

    Error message here!

    Resetuj hasło

    Stwórz swój własny network
    Nasz network ma już 1907 twórców internetu
    Rejestracja

    Podaj adres e-mail, aby zresetować hasło.

    Resetuj hasło

    Powrót

    Close


    views Wyświetlenia profilu 586




    Tagi

  • lifestyle

  • views Wyświetlenia profilu 587

    KOLESIOSTWO





    XXI wiek, doba pełnej komputeryzacji. Jesteśmy po wielu lotach w kosmos, sklonowaniu owcy Dolly. Jest jednak taki kraj, w Środkowej Europie, który nie jest modernistyczny, skutecznie się temu opiera. Ten kraj to Polska.

    Codziennie rano przejeżdżam, obok naszego miejskiego wydziału komunikacji. Miejsce gdzie rejestruje się swoje samochody. Godzina 7.30, czyli 30 minut przed otwarciem, kolejka na 15 osób. Jak w PRL-u po ocet. W XXI wieku trzeba ustawić się w kolejce, żeby zarejestrować samochód. Ja tam powinienem wejść o 13.30 i wyjść o 13.40. Nieee kochani, wpłata to okienko, z rejestracją tamto, a dowód pan ma?, a wniosek Pan wypełnił?


    Poczta ma sortownię, w 60cio tysięcznym mieście, która obsługuje też kilka ościennych wsi, wielkości dużego salonu w jakiejś, wypasionej willi.
    Często wożę tam paczki, więc nie jest to za przyjemne wydarzenie.


    Oczywiście co jest spoiwem tych miejsc? Niemiłe baby. To jest w ogóle szczyt chamstwa i hipokryzji. Za moje pieniądze, siedzi na ciepłej, publicznej posadce baba, którą wkurwia tylko jeden moment w życiu. Moment, kiedy pojawi się u niej jakiś interesant/klient.
    Mogło być tak super, piłyśmy z Baśką kawę, łysowaty Andrzej, który się Nam podlizuje, przyniósł makowca, i nagle ktoś przylazł.


    Myślę, że te baby mają liczone statystyki. Chodzi w nich o to, żeby jedną personę, przerzucić podczas jednej wizyty, do jak największej liczby drzwi, okienek, pięter.


    Chociaż powiem coś na obronę tych, wąsatych bab za okienkami. Ludzie których muszą obsługiwać, są często tak beznadziejni, że nie dziwię się tym babom. Przerabiając takich stu petentów dziennie, można nabawić się wstrętu do ludzi. Jedynie fart jest po stronie tych bab, bo pracują na państwowej posadzie. Ludzie zawsze będą musieli rejestrować auta, wyrabiać dowody osobiste, paszporty. Dlatego babsztyle mogą sobie na tyle pozwolić. Pracując u prywaciarza masz pecha, jak Ci z info linii w Playu, albo T-Mobile. Możesz im ubliżać na ich własną matkę, a Oni i tak powiedzą: „Zgadzam się, ma Pan rację, moja matka to kompletna szmata”. Bo jak zrobią inaczej, to operator straci klienta, a „telefoniarze” robotę.

    Jeśli o kolesiostwie mowa, nie może oczywiście zabraknąć wątku polityki. Jednak nie poruszajmy tej na najwyższym szczeblu, ale właśnie tą na najniższym, na poziomie małych miast. Kojarzę wiele tych mord osobiście, i w bardzo wielu przypadkach są to ludzie niewykształceni, żeby nie nazwać ich zwykłymi debilami. Wachlarz słów, jakimi mógłbym ich określić, jest znacznie większy. Prymitywni ludzie, próbujący zgrywać poważnych i wpływowych, i ciągle szukający jakiejś okazji do zarobienia dla siebie kilku groszy. Następnie wpychający na każdy możliwy stołeczek członków swojej rodziny, znajomych. Niekompetentni ludzie, którzy czują się bezkarni i nie biorą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny.


    Tam idą same cwaniaki, albo życiowe „niedoroby”, które tłamszone w swoich szkołach, chcą udowodnić w końcu przed samym sobą, że są kimś ważnym dla tego świata. Co więcej, Oni często w to wierzą, że ten świat zmienią, albo chociaż może uprzykrzą w jakiś sposób swoim oprawcom z dawnych lat. Co kilka lat składający dziwne obietnice przedwyborcze, w których zawsze ktoś wypowiada takie słowa: „ … i stworzę lepsze warunki w Naszym mieście dla sportowców.” W jaki sposób?? Tego już nigdy nie tłumaczą, a w moim regionie, praktycznie z każdą dziedziną sportu, jest z roku, na rok coraz gorzej. Na orliku często młodzież grać nie może, bo na stałe jest pozajmowane bardzo wiele terminów. I dzieciaki mogą jedynie z boku pooglądać, jak po czole kopią się strażacy i strażnicy miejscy. Którzy oczywiście dostają te terminy po znajomości.

    To kolesiostwo nie ma końca, w naszym kraju macki kolesiostwa, sięgają bardzo daleko.
    Pracujemy se do 15.00, wszystkie święta wolne, żyć nie umierać. Poszkodowani oczywiście jesteśmy nie kto inni, jak My zwykli, szarzy ludzie. Marnotrawi się publiczne pieniądze, a w zamian serwuje Nam amatorstwo, chamstwo i usługi niskiej jakości. Ręka rękę myję i tak się tu żyje, ciekawe czy to się kiedyś zmieni?

    views Wyświetlenia profilu 587

    CHOPY


    Wszyscy krzyczą demokracja!! Żyjemy w państwie demokratycznym, chociaż nie ma to nic wspólnego z prawdą, a na pewno nie w 100%.
    Ale w jakimś tam procencie jest to racją, gdyż teoretycznie mamy demokratyczne wybory, czyli wybór mniej więcej taki jak:

    Czym zjeść gówno? Widelcem czy Łyżeczką???

    I w takich oto wyborach, oddać głos może każdy, dorosły człowiek.
    Sam nie jestem w stanie odpowiedzieć jaki ustrój jest idealny, gdyż takiego pewnie nie ma.
    Czy lepiej żeby było tak jak jest, czy żeby rządził nami król, jak było kiedyś ?
    Ale stawiam pytanie dla wszystkich wielkich obrońców demokracji, kto kryje się wśród tych wyborców ?

    Bo czy ja, czy Ty, czy każdy z nas z osobna ma pojęcie o polityce tak duże, żeby podejmować samodzielnie wybór kto ma nami rządzić, czy rozumiemy programy wyborcze kandydatów ? Czy mamy pojęcie o ich postulatach o gospodarce, o polityce zagranicznej ?
    Albo czy ja chcę iść w jednym szeregu wyborców, decydować o przyszłości tego kraju, z ludźmi pokroju uczestników programów w TV, takich jak „Chłopaki do wzięcia” ?
    Bo właśnie tak też wyglądają przeciętni, polscy wyborcy.
    I czy ten CHOP, wybierze dobrze ? Albo pedofil, gwałciciel, który też brał udział w wyborach, bo nieudolna policja, nie mogła namierzyć go przez kilka lat. On również oddawał głosy.

    A co jeśli dajmy na to, to Życiowy Frustrat jest jednostką wybitną, ale nikt nie chce mnie słuchać ( przykład Mikołaja Kopernika), a te CHOPY są w większości ? Później pośmiertnie będą mi stawiać pomniki i mówić „ten to miał rację, trzeba było go posłuchać”, ale ani ja już nie będę miał z tego pociechy, a i dla narodu będzie za późno. Więc osobiście nie uważam, żeby demokracja to było coś dobrego. Jeszcze nigdzie na świecie, nic pożytecznego nie powstało z demokracji.


    Każda wielka firma, klub piłkarski, czy inne wielkie przedsięwzięcie, jest zarządzane zazwyczaj przez jednego wodza. Ewentualnie bardzo wąskiej, podobnie myślącej grupki ludzi. Jak chcielibyśmy zrobić dla tego kraju dobrze, kiedy prawo do głosu ma ponad trzydzieści milionów ludzi ? Jeden chce leżeć i nic nie robić, drugi chce orać za dwóch, bo na dupie nie może usiedzieć. Jeden wolałby pieniądze zainwestować w fabrykę czekolady, drugi w piłkarskie boisko, trzeci w elektrownię jądrową. Jednak na to nie wyraża zgody czwarty, który ma jeszcze inny pomysł. To są sprawy niemożliwe do pogodzenia, przy tak dużej liczbie osób.

    Polityka to temat rzeka, kto będzie przy korycie, zawsze będzie kręcił lody na boku, albo forsował takie ustawy, żeby miał dla siebie korzyść. Do polityki musieliby dojść prawdziwi, nieprzekupni patrioci, którzy chcieliby silnego, zdrowego i bogatego kraju. Jest tylko jeden problem, tacy ludzie nie istnieją, a na pewno nie ma żadnej maszyny, która zbada ich uczciwość. W ten sposób koło się zamyka, a My jesteśmy w dupie i cierpimy na tym najbardziej.




    „zdjęcie: youtube.com”

    views Wyświetlenia profilu 587

    FARMAZONIARZ


    Każdy z nas ma takiego znajomego, który jest farmazoniarzem. Teoretycznie go lubisz, ale praktycznie wiesz, że nie jesteś z nim wstanie ubić muchy w kiblu. Obiecuje, nie dotrzymuje danego słowa, często leci po bandzie i gra w otwarte karty.
    -Siema, miałeś mi wysłać tego mejla, o którym mi mówiłeś...
    -Siema, no wysłałem przecież we wtorek (co jest kompletną bzdurą)
    -taaa? Ja nic nie dostałem
    -No to Ci nie doszło, czekaj, rozłączam się i zaraz Ci wyślę drugi raz

    Po rozłączeniu nie odbiera telefonu za 10 minut i tak przez cały najbliższy tydzień, aż sprawa umiera śmiercią naturalną i o niej zapominacie.

    W bardzo wielu przypadkach, taki farmazoniarz zalicza wiele lasek. Nie ma oporów, kłamie jak z nut, czuje się w tym naturalnie. Wie bardzo dobrze, co laska chce usłyszeć i nie mając wstydu, dokładnie jej to wmawia. Pracowałem tu i tu, znam tego i tego, On ? On to codziennie jest u mnie na kawie, jego dzieciaka to ja do chrztu trzymałem. Zna wiele „osób z miasta”, po czym mijają się na ulicy bez żadnego słowa. Jego nowa dziunia pyta, „no co Ty, nie zauważyłeś ? Przecież to był Gruby z Pragi”. „Tak ? A może, musiałem buta zawiązać.” W rzeczywistości jedyne plecy jakie ma na mieście to swoje, ewentualnie jak zadzwoni na policję, to ktoś wyciągnie pomocną dłoń, do poszkodowanego.


    Oczywiście po miesiącu bzykania, przepada jak kamień w wodę, ewentualnie mówi, że bardzo ją kocha ale to się nie uda, bo wyjeżdża na stałe pracować do Norwegii. Po jakimś czasie spotykają się w tym samym barze, w którym nastąpiło poznanie i wychodzi kwas.
    Farmazoniarz ma często wielu wrogów, bo takie same kity jak laskom w klubach, wciska ludziom kiedy pożycza pieniądze.


    Kiedyś trenowałem zapasy i jeden koleś, też chciał potrenować, ale niekoniecznie chciał za to płacić. Zawsze na początku treningu była pogawędka organizacyjna, więc spóźniał się 10 minut i wychodził 5 minut przed czasem, bo mu się spieszyło. Raz wiedział, że się nie wywinie, sprawy nabrały niefortunnego przebiegu, trener się wkurwił. Wiecie co zrobił? Wybiegł z sali, niby za potrzebą i zamknął się w kiblu, udając, że go tam nie ma. Przeczekał aż wszyscy wyjdą, i jakoś mu się upiekło.


    I tak to leci życie farmazoniarzowi na ciągłym kombinowaniu, jak tu nie wpaść na kogoś, z kim ma na pieńku. Jak dojdzie do spotkania, jest jak kameleon, próbuje dostosować się do danej sytuacji, przybierając odpowiednie barwy. Uśmiecha się, żartuje, czerwieni ze wstydu, puszcza gadkę a`la kozak miastowy, próbuje być groźny, miły, radosny, bądź smutny. Prawdziwe zalążki porządnej gry aktorskiej, na wysokim poziomie, filmówka czeka otworem.
    Niejednego takiego macie na swojej czarnej liście, a niejeden taki jest Waszym przyjacielem. Bo znacie jego występki, ale za każdym razem mu wybaczacie, bo to Wasz ukochany Michał, czy inny Darek i już, taki jest i trzeba się z tym pogodzić.

    views Wyświetlenia profilu 587

    WSZĘDZIE DOBRZE GDZIE NAS NIE MA


    Dziecięcy świat fantazji. Mam kolegę, który ma o 20 lat młodszą od siebie siostrę. Nie mam za dużego kontaktu z dziećmi, a ona jest jednym z nielicznych przykładów. Lubię ją podpatrywać.
    Bez żadnych większych obowiązków, choć Jej i tak się wydaję, że posprzątanie pokoju po zabawie to największe wyzwanie rzucone przez ludzkość. Ale właśnie takie problemy ma się w wieku 5 lat. To dało mi pomysł na kolejny temat, mianowicie, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.


    Małe dziecko mówi, że chciałoby być dorosłe. Chciałoby jeździć samochodem, mieć własne pieniądze. Wtedy nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo bluźni. Rzuca gorsze przekleństwa, niż wszystkie słowa na Ka, Pe, Jot, eS, itd. Dorosły człowiek mówi, że chciałby cofnąć się do lat dzieciństwa. Gdy wszystko było beztroskie i błahe. Gdzie robiłeś pod siebie, a ktoś podcierał Ci dupsko. Otwierałeś gębę, a ktoś karmił Cię, niczym wyjątkowego księcia bogatej krainy. Nie znałeś wstydu, nie kalkulowałeś, waliłeś prawdą między oczy.


    Pracownik korporacji powie, że chciałby pracować na swoim, nikt nie musiałby mu rozkazywać. Byłbym panem swojego losu. Dzisiaj jestem zmęczony, lekko przeziębiony? To sobie nie pójdę, zostawiłem instrukcję Pawłowi, wie co ma robić.
    Właściciel własnej firmy powie, że chciałby pracować w korporacji, bo jeśli jego biznes się załamie to zostanie na lodzie, pracownik korporacji nie ma takich problemów. Firma zbankrutuje lub go wyleją, trafi do innej pracy. Musi wszystkiego doglądać sam, bo jeśli chcesz, żeby w życiu coś zrobiono dobrze, to musisz wykonać to osobiście.
    Nasze życie składa się z wiecznych powodów do narzekania. Jak rozterki pogodowe. Siedząc w Polsce gdzie przez 8 miesięcy jest zimno, myślimy o Hiszpanii. Jadąc do gorącej Hiszpanii, po powrocie mówimy, że w życiu nie chcielibyśmy tam mieszkać, ten tydzień w upale był nie do wytrzymania.


    Ten który jest w związku tęskni za swobodą. Za tymi szalonymi wypadami bez kontroli żony, czy matki, gdzie upijał się do nieprzytomności, na drugi dzień lecząc kaca, ale tylko wyłącznie alkoholowego. Moralnego nie musiał, bo nikt go nie wytwarzał, drąc ryja przed trzydzieści minut, że wróciłeś o szóstej nad ranem, i nie kontrolując się, obrzygałeś kocyk Waszego psa, marki Cziłała. Jesteś Panem swojego losu, masz ochotę, to wstaniesz w niedzielę o godzinie siódmej, przebiegniesz kilkanaście kilometrów, po czym zjesz zdrowe śniadanie i przejedziesz się na basen i saunę. Nie masz na to ochoty ? To przebudzisz się o trzynastej, wstaniesz o szesnastej, zamówisz pizzę i będziesz oglądał telewizor.


    Nikt Ci nie powie, po co Ty tak wcześnie wstajesz w niedzielę, Ty jesteś nienormalny. Albo wręcz przeciwnie, że jak można przeleżeć cały dzień w łóżku, jest taka piękna pogoda. Mieliśmy jechać na działkę do moich rodziców, a później do kina, ale Ty jak zwykle wszystko popsułeś.
    Samotnik tęskni za ciepłem kobiety i poczuciem, że ktoś czeka na niego w domu. Wraca do pustego mieszkania, po kolejnej imprezie z kolegami i nawet zasranej wody z kranu nie ma mu kto podać. Jest taka cisza, że jak komar pierdnął, to się echo od ścian dwie minuty odbijało. Ile byś dał, żeby Ci ktoś teraz posuszył głowę, beznadziejnymi bzdurami, albo opowiedział swój nudny dzień w pracy.


    Wniosek jest jeden, szczęśliwy ten, który potrafi się dostosować do każdej sytuacji. Wynajdując jej pozytywy, a nie wiecznie doszukując się negatywów.
    Coś dzisiaj za dobry dzień, może poszukam powodu do narzekania?
    Wynajdywanie problemów to nasza domena. A wszystko leży tylko i wyłącznie w Naszej głowie, i kwestii podejścia do każdej indywidualnej sprawy, lub całego ogółu.

    views Wyświetlenia profilu 587

    HASZTAG


    #PolskiChłopak #PolskaDziewczyna. Jakże popularne w dzisiejszych czasach stwierdzenia na portalach społecznościowych. Często zapisane z angielska #polishboy #polishgirl. W ten sposób oznaczają się pod postami dzisiejsze dziki/schaby/koksy i współczesne modelki.

    Cofając się w czasie, w odległej galaktyce, kiedy nieznane ludzkości było słowo hashtag.
    Wyrażenie #polskichłopak, kojarzyło się z uśmiechniętym nastolatkiem, po szkole biegnącym na łąkę spotkać się z #polskądziewczyną, która wiła wianki i wrzucała je do falującej wody. Ale to było kiedyś. Dziś wypindrzony polski chłopak, w podartych spodniach, z gołą kostką, pozuje do zdjęcia z wypiętą dupą polskiej dziewczyny. Dziś stwierdzenie polska dziewczyna, ma dla mnie negatywy wydźwięk. Nie kojarzy mi się dobrze.


    Mieliśmy szczęście, że w `39 roku nieznane były hasztagi i polski chłopak ramię w ramię z polską dziewczyną, bili się o ten kraj, do ostatniej kropli krwi.

    To rzecz straszna w ogóle o tym myśleć, ale jednak spróbujmy. Gdyby dziś rozpętała się wojna.
    Oczami wyobraźni widzę biegnącego na placu boju polishDzika. Na głowie czapka w stylu FullCap New Era, na uszach głośniki Beats by Dr.Dre, z których unosi się bojowy utwór Tedego, klatkę piersiową osłania zbroja, uszyta z lakjry od Treca. Nagle nasz bohater dostrzega wroga. W chwili napięcia Drin za drinem, przeskakuje na Guczi Sruczi, na podkładzie Sir Micha. Naprzeciwko wróg, uzbrojony po uszy niemiecki żołnierz o imieniu Ahmed, przez prawie sto lat, zmienił się wygląd podrzędnego niemieckiego żołnierza.

    Z przystojnego blondyna o niebieskich oczach, na śniadą opaloną cerę i kruczoczarne włosy. W dowodzie miejsce urodzenia Stambuł. Allah Akbar, krzyczy i oddaje strzał przeciwnik. Sytuacja ekstremalna, jak próba baraszkowania z puszystą kobietą na przednim fotelu w Fordzie Fiesta. PolishDzik jest bez szans. Pistolet zaklinował się w kieszeni spodni typu rurki.


    Gdzieś kilka ulic dalej, zapłakana Sabina, do której nie wróci już ukochany Sebastian. Wstawia post, okraszony podpisem #PrayforWarsaw...





    ...#NewTattoo#War#polishGirl#PolskaDziewczyna#Jestchujowoalestabilnie#razsięwygrywarazsięprzegrywa#najebanaaledama






    views Wyświetlenia profilu 587

    Z BOKU LEPIEJ WIDAĆ


    Rozdawanie lajków. Jak to jest z tym rozdawaniem lajków? Ja nic nie sugeruję, tylko się pytam.
    No bo masz dziewczynę/chłopaka, jesteście razem, macie też konta na portalach społecznościowych. Po czym widać jak on lajkuje gorące instagramowe laski, z wypiętymi dupami w samych stanikach, a ona rozebranego kolesia, w majteczkach „klajna” na koniu.
    O czym to świadczy? Ja nie mówię, że jeśli jest się w związku to już nic poza nami nie istnieje na świecie, ale wydaje mi się to dziwne.


    Według mnie jest to istotnie pokazanie, że interesuje nas wykreowany w dzisiejszych czasach ideał mężczyzny/kobiety, muskularnego, przystojnego bruneta lub blondynki o pięknych, wydatnych kształtach. Szczególnie jest to zabawne, jeśli ani Ty ani Twoja partnerka nie pasujecie do tego opisu. To jest podsumowanie całych dzisiejszych czasów.

    Bycia ze sobą, pomimo wiecznego niezadowolenia ze stanu jaki posiadamy. Stąd później te zdrady i rozwody.
    Ja osobiście nie wyobrażam sobie będąc w związku czegoś takiego, że mam swoją kobietę, ale całymi dniami przerzucam i lajkuje zajebiste laski, a ona przystojnych facetów. Skoro nie odnajdujemy w sobie wzajemnie ideału, to po co być ze sobą ?


    Ideały istnieją, tylko sami je musimy wykreować we własnej świadomości. Dostrzegać piękno w osobie z którą postanowiliśmy współżyć. Ma to jednak dużą wadę. Często przeginając z tym procesem, przestajemy totalnie zauważać jej złe strony, wychwalamy ją pod niebiosa, nie widzimy, że próbuje nas wykorzystać lub naciągnąć.

    Potrafimy nawet skłócić się z osobami, które widząc z boku, że dzieje się coś niedobrego, próbują Nas ostrzec. Uaktywnia się wtedy taki proces jeża. Najeżamy się na bliskiego, nie dopuszczając do świadomości, że chce o na dla nas jak najlepiej. Jesteśmy tak zaślepieni, że nie widzimy nic poza nasz obecną miłością.


    Stąd później artykuły w gazetach o tym, jak facet rozkochał w sobie w trzy miesiące piętnaście kobiet i każda wzięła na siebie dla niego kredyt, a on zniknął z forsą i tyle go widzieli. Tak nie chcemy przyjąć do siebie prawdy, że we własnym rodzeństwie, rodzicach, widzimy kłamców, oszustów, zazdrośników, łgarzy. Najbliższych Nam ludzi, przedstawiamy we własnej głowie, jako zło może nie największe, ale jednak zatruwające atmosferę i mącące uczucia do kogoś, kim jesteśmy zaślepieni, ale nie wyczuwamy z jego strony żadnego zagrożenia, żadnych złych intencji.

    Morał z tego taki, że bardzo często z boku lepiej widać. Potrafimy dostrzec minusy u innych, ale sami tkwiąc w czymś, nie jesteśmy w stanie rzetelnie i obiektywnie ocenić sytuację. Warto wziąć to pod uwagę, gdy ktoś próbuje Nam doradzić w pewnych kwestiach i niekoniecznie z góry zakładać, że chce on dla nas źle, choćby wypowiedziane przez niego słowa nie do końca nam pasowały.





    „zdjęcie: technologia.dziennik.pl”

    views Wyświetlenia profilu 587

    POCZĄTKI


    Ile razy w życiu zaczynałeś coś od zera, i po jakimś czasie to przerywałeś?
    Na jakim etapie byłbyś dzisiaj, nie przerywając zaczętej czynności, czymkolwiek była?
    Początki są najgorsze, zlatuje miesiąc, drugi, efektów nie widać. Zniechęcasz się w moment, ale tak to już jest, faza wstępna to taka mrówcza praca. Bardzo ciężka i mało dostrzegalna.
    Otwieranie nowego biznesu, poprawa sylwetki, nauka obcego języka...

    Jedne z nielicznych mądrych powiedzeń koksów/schabów/dzików, które szanuję to: „Jeśli masz chwilę zwątpienia, cofnij się w myślach do momentu, w którym to wszystko zaczynałeś”.
    Zrób rachunek sumienia, ile wysiłku w to włożyłeś, jaki jest progres od momentu startu i jakie są widoki na przyszłość. Bo może się okazać po rachunku sumienia, że do celu jest jeszcze bardzo daleko, ale wykonana praca też jest ogromna, większa niż Ci się wydawało.


    Osoby otyłe początki z siłownią mają zazwyczaj łatwe, przynajmniej pod względem zbijania wagi. Są tak zaniedbani, że kilogramy spadają z dnia na dzień. Wtedy po dobrej passie przychodzi okres, gdy waga nie drgnie w dół, i to jest zazwyczaj chwila kryzysu.


    Jak to przez trzy miesiące waga spadła 16 kilo, a teraz przez dwa tygodnie ani grama ?
    Zapominasz w jednej sekundzie, że ważyłeś 100 kilo, cel to była waga 85 kilo. Spełniłeś ją, nawet przekroczyłeś, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chcesz, żeby z przodu pojawiło się siedem.
    Jesteś tym niepowodzeniem tak zdruzgotany, że potrafisz olać całą sprawę. Nie spoglądasz już na wagę w domu, a tam powoli znowu dobijasz do dziewiątki z przodu, i cała praca zniweczona.


    Syzyfowe prace. Nieprzezwyciężenie kryzysu, zniechęcenie oraz brak szybko odniesionego sukcesu, to często powód końca dobrze zapowiadającej się kariery wielu utalentowanych ludzi.
    Ja do nauki angielskiego mogę wrócić w każdej chwili, choć z roku na rok jest coraz trudniej. Już nie przyswajam wiedzy tak szybko jak kiedyś, w latach szkoły. Nie jest to jednak jakaś moja życiowa tragedia czy porażka, nauczę się, tylko zamiast roku, zajmie mi to dwa.


    Jednak jeśli Ty masz talent i olejesz go w wieku 18 lat, wybierzesz balet, kolegów, wygodę, obudzisz się któregoś dnia i powiesz, dlaczego nie włożyłem w to więcej serca ? Ale wtedy może być już dla Ciebie za późno. Straconego czasu nie nadrobisz, olanych dni treningu, których twój największy konkurent nie pokpił, nie da się zaprogramować, niczym jakiejś gry komputerowej. Nikt Cię nie podłączy pod sprzęt i nie podniesie Twoich umiejętności. Więc zamiast za wiosło, jako zawodowy kajakarz, łapiesz za łopatę i kopiesz rowy. Zamiast za piłkę do koszykówki, lub siatkówki, bierzesz piłkę do metalu, i jedziesz z majstrem od fajrantu do fajrantu. Miała być Olimpiada, a jest zwykła, szara rzeczywistość i pogrzebane nadzieje.

    Ten tekst mógłby mieć kilka tytułów. „Zmarnowane nadzieje”, „Zniechęcenie”, „Syzyfowe Prace”. Jednak zdecydowałem się na „Początek”, żeby oddać cześć tej czynności. Początek jest najważniejszy, bez niego nie byłoby niczego. Wszystko co na tej ziemi się dokonało, musiało mieć swój początek. Nic nie zaczyna się od środka, lub od końca. Pielęgnowanie i nieprzerywanie każdego naszego życiowego początku, może zaprowadzić Nas na szczyty. Bez wyjątku pierwszy krok to dla nas chwila wstydliwa, niewygodna, krępująca, ale jeśli oswoimy się z tym uczuciem, możemy dokonać rzeczy wielkich.

    views Wyświetlenia profilu 587

    TRENEREK



    Sprawa ostro mnie ostatnio wkurwiająca, czyli wałkowanie tematu siłowni. Niby już wiele o tym napisano, ale no jednak tak mnie męczy, że i ja coś dorzucę. Wszędzie schaby, dziki, koksy i inne zjeby, pozujący do tego na gladiatorów XXI wieku, o czym więcej niżej. Ja już mam tego serdecznie dosyć. Teoretycznie dobrze jak ludzie o siebie dbają, ale jednak nie zapominajmy, że jesteśmy Polakami. Sztuka wódczana jest u Nas bardzo głęboko zakorzeniona ;)


    Jeśli chcecie o siebie dbać, błagam Was, róbcie to z rozumem. Nie słuchajcie wszechwiedzących trenerków, bo tak ich będziemy nazywać.
    Kiedyś była moda na otwieranie salonów piękności, teraz jest moda biznesowa na bycie trenerem. O ile w tymże salonie nie oblali Cię jakimś kwasem, większej szkody nie robili, ewentualnie zdzierali kasę za maseczkę która nie działała, o tyle z trenerkami już tak nie jest.

    Idąc na siłownie, albo nie, idąc do fitness clubu bo tak się teraz to nazywa, natrafiamy na taką łajzę z jakimś papierem i nie mając o tym pojęcia zawierzamy mu nasze zdrowie. Wspomniany papier to też rzecz ciekawa. Najczęściej jest to certyfikat uczestnictwa. Rozumiecie? Certyfikat uczestnictwa, czyli kolo za samo to, że był na jakimś wykładzie, za który na pewno zapłacił, dostał ów papier. A teraz takich to jak grzybów po deszczu. Czyli nawet Wasz głupawy sąsiad mógłby tam iść, i też otrzymałby ów papier.

    Najbardziej lubię tych motywatorów, wstawiających filmiki, jak kiedyś koleś od „Jesteś zwycięzcą”.
    I nadają przez trzy minuty spoconemu Jarkowi, nieprzerwanym słowotokiem: „dasz radę, wszystko jest w Twojej głowie, jeszcze tylko dwie minuty, to jest Twoja chwila, walcz ze swoimi słabościami”. Jak lektor Ivona.


    Przychodzi do trenerka koleś z nadwagą ważący 300 kilo, więc trenerek proponuje mu crossfit. Teraz jest moda na crossfit, więc cokolwiek byśmy nie robili na siłowni to mówimy na to crossfit. Kolo z nadwagą, nie ruszający się od dwunastu lat, łapię piłkę lub sztangę i zaczyna robić po dwieście przysiadów, cztery razy w tygodniu. Kolana za długo mu nie wytrzymają.

    Moda na dbanie o siebie, jest na pewno zdrowsza, niż piwne wyzwanie. Apeluję jednak, żeby mieć swój rozum i nie wierzyć we wszystko, co powie Ci koleś, który właśnie w 2018 roku ma zajawkę na bycie trenerem. Bo w 2016 miał zajawkę na własną firmę spedycyjną, a w 2020 roku będzie miał zajawkę na bycie restauratorem. Firma spedycyjna padła, bo nie potrafił przeliczyć sił na zamiary i go to przerosło. O restauracji ma tyle pojęcia co każdy z Nas, czyli wydaje mu się, że potrafi gotować, to jazda otwiera knajpę. Ile Ci zdrowia przez ten czas zabawy w trenerka napsuje, może Ci już nikt tego nie zwrócić.


    Są w końcu i Oni, gladiatorzy XXI wieku. Prawdopodobnie w naszym kraju, na metr kwadratowy nigdy nie przypadało tak wielu bohaterów naraz. Męczenników w tak słusznej sprawie. Nie ma w tym ani grama przesady. Bo kto normalny wpierdala cztery torby ryżu albo kaszy jaglanej dziennie?Tylko bohater albo męczennik.
    Kocham ten widok, siedzi koleś po siłowni i wyciąga trzy pojemniki. Jeden z surówką, drugi z suchym ryżej i trzeci z mięsem. Fascynuje mnie to, jak najlepszy serial. Powoli blednie, robią mu się sińce pod oczami, zaraz będzie rzygał.


    Ludzie nakręcający fazę na internecie, że jeśli nie ćwiczysz to się nie liczysz. Piszący niestworzone historie, przypominające Pelego popierdalającego na bosaka, po ulicach Brazylii. Jak to musieli iść pieszo, do sąsiedniej wioski, bo tylko tam było dostępnych kilka gryfów i obciążenie. Ostatni grosz zainwestowany w karnet na siłownię, nawet na szejka białkowego po treningu nie starczało. Stawiających sobie za dewizę życiową hasło DIETA ALBO ŚMIERĆ.
    Przedstawiających siebie jako jakiś wzór życiowy, który trzeba naśladować.


    Sami posiadający zazwyczaj nienaturalne umięśnienie, bądź mocny retusz z fotoszopa.
    Tak to mowa o moich ulubionych dzikach/schabach/koksach. Pokoleniu ludzi, które szczyci się, że zjadło sernik bez cukru. Bez glutenu, bez laktozy, fruktozy, spermenu. To jest profanacja, tak jakby uprawiać seks, tyle że z dmuchaną lalką.
    Ziomek poruchałeś? Taaaa, ale się wybzykałem w ten weekend, kupiłem se przez neta rudą, blondynę i murzynkę.


    Każdy raczkujący gladiator, który dopiero zaczyna, swoją drogę po chwałę, uwagę skupia na colach dietetycznych. Nie jest jeszcze na tyle wytrzymały, żeby przytrzymać rygorystyczną dietę, ale zawsze dopilnuje godziny, w której można napić się coli zero. Nie zapomni także nigdy, o tzw. cheat dayu. Chuj, że nie przypilnował tygodniowego planu nawet w 60 procentach, ale za to coli i cheat dayu, dopilnuje na 100 procent.


    Generalnie nie zrozumcie mnie źle, ja jestem za wolnym rynkiem, fajnie, że pojawiła się w kraju jakaś nowa branża, zajawka, na której można zarobić. Pojawiły się siłownie, wiele sklepów z odżywkami, zawód trenerów, fizjoterapeutów itd. Ale jak patrzę na tych debili nakręcających (nie)zdrową fazę w sieci, to coś we mnie nie wytrzymuje.



    „zdjęcie: livestrong.com”

    views Wyświetlenia profilu 587

    KTO BY SIĘ PRZEJMOWAŁ ŚWINIĄ??


    Miałem kiedyś styczność z branżą zabawkarską. Mniejsza o to, co to był za produkt, ale pewnego dnia w mediach, zaczęła się nagonka na zabawki podpisane „made in china”.

    Wielka akcja, w której pozbyto się 1,5 miliona produktów !! Wszędzie o tym trąbili.
    Długo nie potrzeba było czekać na setki telefonów, czy... i właśnie, te trzy kropki po czy są bardzo ważne. Wrzucałem taki tekst o ekspertach, że jesteśmy nimi w każdej dziedzinie.
    Tu było to samo, jednak wyrazy użyte jako te zakazane jak np. formamid, były za trudne do zapamiętania.

    Dzwonił taki wszystko wiedzący pierduś i mówi:

    -a czy te wasze zabawki posiadają to, no, no to, wie pan o co mi chodzi?
    -Nie, nie wiem proszę pana.
    -No to, too..., czy są zdrowe dla dziecka?
    -Tak, posiadają wszystkie niezbędne certyfikaty.
    -Aha, ale są z Chin?
    -Tak proszę Pana, my jesteśmy tylko importerem.
    -A jak z Chin to dziękuję.

    Delikwent, po medialnej nagonce na zabawki z Chin, słysząc skąd pochodzą od razu rezygnował.
    I co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze, że nagonka dotyczyła zabawek, a nie np. konewek.
    Bo powiedzieli zabawki, to nie kupujemy zabawek bo są z Chin, to rakotwórcze. Chuj, że 90 procent obecnego świata wyprodukowano w przysłowiowych Chinach. Tak się przyjęło mówić, choć pochodzą z Malezji, Tajwanu i innych zakątków świata. Nawet popularne „chińczyki” z sajgonkami to zazwyczaj bary wietnamskie, ale mniejsza.


    Ciekawe co koleś by powiedział, jakbym zapytał, a wie Pan, że te buty co Pan wczoraj kupił za 650zł i ten gryzaczek i śliniaczek Pana dziecka, też prawdopodobnie są z Chin? Bo oryginalne wyroby np. Disneya pochodzą z Francji, czy Niemiec?

    Jedną z większych wycofanych partii były misie pluszowe. A wiecie jak Oni je badają? Praktycznie żaden misiek wzięty do badań, nie ma szans ich przejść. Wbijają jakieś 15 centymetrowe szpikulce, sprawdzając, czy przebiją produkt. No nie misio go zje, przetrawi i odda w bezpiecznej postaci.
    Nikt nie zastanowi się nad tym, że może syn jakiegoś posła, wpadł na pomysł, żeby wprowadzić własne pluszaki na rynek.

    Jednym prostym zagraniem, jego tatuś pozbył się na jakiś czas 60 procent rynku, albo więcej.
    Ta sama sprawa z niszczeniem branży futerkowej. Jesteśmy jednym z liderów, ktoś chce to zniszczyć. Może lobbuje za tym osoba, która dostała sto milionów łapówki od obcego państwa, żeby się pozbyć konkurencji?

    Ale gawiedź krzyczy, dobrze !! Zniszczyć !! Biedne fretki. Nie ważne, że futra i tak będą dalej produkowane, tylko po zachodniej, wschodniej lub południowej granicy.
    Fretki muszą żyć, zwierząt się nie morduje, krzyczy Wiesław zajadając schabowego z pyszniutkiego wieprza. Ale kto by się tam przejmował jakąś świnią?




    „zdjęcie:DragonEvent.pl”

    views Wyświetlenia profilu 587

    NIEWOLNICY


    Przedramię ludzkie, z którego wyrasta telefon. To nie fragment opisu obrzydliwego, słabego horroru na Tv4 o 24.00, to dzisiejsze realia.

    Niewolnicy smartfonów. Jak przykre stało się życie, widać po tym, gdy ktoś wyjedzie przykładowo do Tajlandii. Zdjęć i relacji nie ma końca. Na własne oczy taki człowiek nie zobaczył nic, skoro każdą atrakcję sfilmował przez „szkiełko”. Może to znaczy, że ludzie są po prostu życzliwi? Chcieli Nas kurwa zabrać ze sobą, żebyśmy też to przeżyli. Ta ekscytacja, gdy widzisz coś niesamowitego, piękny wodospad, pierwszego słonia i jedyne o czym myślisz, to wyjąć komórkę i szybko to wrzucić do neta.


    Wszędobylskie śledzenie każdego naszego kroku. Każde urządzenie, któremu zezwoliliśmy na uaktywnienie naszej lokalizacji.

    Kiedyś widziałem na internecie fajną prowokację. Koleś siadał w kawiarni, po Jej nazwie i lokalizacji wyszukiwał osoby, które razem z nim, też znajdowały się w tym miejscu. Po szybkim wybadaniu konta na fejsie ofiary, przystępował do ataku. Podchodził i zagadywał,
    cześć jesteś Sara?
    Tak, znamy się?
    No tak, byłaś wczoraj o 20.00 w wesołym miasteczku.
    Skąd wiesz?
    Znamy się, masz psa Pikusia, i żabę Jadzię. Chodziłaś do szkoły tu i tu, ćwiczysz taniec i siatkówkę.

    Zdziwienie owej dziewczyny, było niesamowite. To często było przerażenie. Wszystko to oczywiście informacje, znalezione w 30 sekund na fejsbuku.


    Pamiętam imprezy, gdy odpierdalało się dzikie numery, ale robiło się to z czystą swobodą. Dzisiejsze czasy zmieniły mnie na tyle, że muszę mniej pić na domówce, aby się kontrolować. Wycelowane zewsząd niczym karabiny snajperskie czujne oczy smartfonów, śledzą każdy mój ruch.


    Pierwsze razy, gdy czynności te stały się modne były straszne. Telefony od znajomych z hasłem, ale się najebałeś... Myślę sobie co?? niemożliwe. Wszyscy którzy się ze mną upodlili muszą jeszcze spać, jest za wczesna godzina na takie informacje, przekazywane pocztą pantoflową. Pada pytanie- a ty skąd wiesz? Ze snapka. To było straszne. Michał lat 22, teraz musi się pilnować i pić mniej, bo może zostać nagrany.


    To w ogóle zaczyna się robić kwestią dobrego wychowania. Jak nie wytykaj palcami. Dzisiaj rodzice powinni dawać wskazówki „Nie nagrywaj na imprezie znajomych, nie celuj do nich z ajfona, to nie kulturalne”.


    Nagrywanie znajomych podczas twoich urodzin, gdy śpiewają Ci sto lat. Bardzo niekomfortowa sytuacja. Nikt nie lubi tej peszącej sytuacji, kiedy znajomi śpiewają Ci sto lat, a z wycelowanym w siebie ajfonem to już w ogóle skandal.

    Odmul się, odłóż ten telefon, tego laptopa, spójrz jaka piękna pogoda.
    Stój, gdzie ta ręka ? Co ? Już Cię korci, żeby wrzucić zachód słońca? O czym Ci mówiłem przed chwilą, taką masz krótką pamięć? Na pozór człowiek wolny, teoretycznie mogący robić co mu się żywnie podoba. W praktyce, niewolnik zagranicznych koncernów elektronicznych oraz mediów społecznościowych. Policz ile razy dziennie odświeżasz głowną stronę fejsbuka i zdaj sobie sprawę jak bardzo jesteś zniewolony. 





    „zdjęcie: elnacional.cat”